Standardem do 2040 roku będzie posiadanie własnej strategii technologicznej – analogicznie do strategii finansowej czy ESG.
Czas łagodnych eksperymentów się kończy
Jeszcze pięć lat temu większość firm budowlanych traktowała nowe technologie jako uzupełnienie, nie fundament działalności. Dziś sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. W raportach branżowych coraz częściej pojawia się określenie „technologiczna konieczność” – szczególnie w kontekście automatyzacji procesów, analiz harmonogramowych czy dokumentacji projektowej. Tempo tej transformacji zaskakuje nawet samych liderów rynku.
W 2023 roku tylko około 2% firm budowlanych w USA wykorzystywało zaawansowane systemy analityczne lub predykcyjne na poziomie operacyjnym. W Polsce – zaledwie 8% przedsiębiorstw raportowało jakiekolwiek wdrożenie nowoczesnych systemów wspierających procesy budowlane. Mimo to już 70% firm deklaruje, że do 2030 roku tego typu rozwiązania staną się niezbędnym elementem zarządzania projektami. Warto więc zadać pytanie: czy mamy jeszcze czas, czy już go tracimy?
Skąd ta rewolucja? Presja nie tylko kosztowa
Decyzje właścicieli firm i członków zarządów coraz częściej wynikają nie z chęci „bycia innowacyjnym”, ale z twardych uwarunkowań rynkowych. Po pierwsze – braki kadrowe. Nawet największe firmy infrastrukturalne w Niemczech i Hiszpanii raportują trudności w pozyskaniu średniego szczebla technicznego. Po drugie – wymogi ESG, które obligują wykonawców do raportowania śladu węglowego nie tylko materiałów, ale również procesów budowlanych i zarządczych. Po trzecie – tempo przetargów i presja ze strony inwestorów. Złożenie oferty z precyzyjnym harmonogramem i budżetem w ciągu dwóch dni? W 2025 roku to już nie wyjątek, tylko nowe minimum.
To właśnie w tym kontekście zaczynają zyskiwać na znaczeniu systemy, które błyskawicznie analizują dane projektowe, przetwarzają dokumentację i wskazują optymalne warianty harmonogramu lub alokacji sprzętu. Nie chodzi o to, że maszyny „podejmują decyzje”. Raczej – umożliwiają menedżerom szybsze i lepsze decyzje na podstawie danych, których analiza manualna byłaby nierealna w rozsądnym czasie.
Prognozy: co zmieni się do 2030, a co do 2040?
W perspektywie najbliższych pięciu lat można spodziewać się upowszechnienia rozwiązań wspierających: harmonogramowanie projektów, kontrolę jakości, analizy kosztowe i monitorowanie placów budowy w czasie rzeczywistym. W wielu firmach będzie to proces stopniowy – od testów na wybranych projektach, przez fazę pilotażową, aż po wdrożenie na poziomie całej organizacji. Równolegle rozwijać się będą platformy do wizualizacji danych i zdalnej inspekcji.
Kolejna dekada, między rokiem 2030 a 2040, przyniesie znacznie głębsze przekształcenia. Rozwiązania zautomatyzowane staną się częścią infrastruktury firmowej – tak oczywistą jak dziś komputery czy BIM. Wdrażane będą nie tylko w projektach wielkoskalowych, ale też w mniejszych inwestycjach: budowie hal magazynowych, biurowców, nawet obiektów mieszkaniowych. Ich rola nie ograniczy się już do wsparcia – staną się koniecznością ze względu na wymogi kontraktowe, regulacje prawne i oczekiwania inwestorów instytucjonalnych.
Kontekst geopolityczny: kto narzuca tempo?
Stany Zjednoczone i Chiny już dziś wyznaczają kierunek w zakresie wykorzystania nowoczesnych systemów w budownictwie. Amerykańskie firmy inwestują dziesięć razy więcej niż ich europejscy konkurenci, korzystając z otwartego rynku, łatwego dostępu do finansowania i mniejszych barier regulacyjnych. Chiny, z kolei, tworzą rozwiązania w oparciu o programy rządowe i ogromne zasoby danych – często pomijając ograniczenia obowiązujące w Europie.
Unia Europejska stawia na bezpieczeństwo, transparentność i zgodność z wartościami – co przekłada się na rygorystyczne przepisy, w tym nadchodzące regulacje dotyczące tzw. systemów wysokiego ryzyka. Paradoksalnie jednak, w długiej perspektywie to właśnie te przepisy mogą sprawić, że europejskie firmy będą postrzegane jako bardziej wiarygodne – szczególnie na rynkach, które w przyszłości wdrożą podobne standardy.
Co to oznacza dla firm budowlanych?
Standardem do 2040 roku będzie posiadanie własnej strategii technologicznej – analogicznie do strategii finansowej czy ESG. Firmy, które takiej strategii nie opracują, będą zmuszone działać wyłącznie reaktywnie: dostosowując się do wymagań rynku, zamiast wyznaczać tempo. Już dziś warto zainwestować w:
- identyfikację procesów o największym potencjale do automatyzacji,
- mapowanie dostępnych rozwiązań i integrację z istniejącymi systemami,
- rozwój kompetencji analitycznych i technicznych wśród obecnej kadry.
Budownictwo w 2040 roku będzie nie tylko bardziej zautomatyzowane. Będzie też bardziej precyzyjne, transparentne i wymierne – zarówno pod względem efektywności kosztowej, jak i środowiskowej. W tym kierunku zmierza cały rynek. Pytanie brzmi, kto dotrze tam jako pierwszy.

